Żyjemy w czasach, w których „szybciej” jest często równoznaczne z „lepiej”. Dużo mówi się o tym, że warto jak najwcześniej zapisać dziecko na lekcje języka obcego, taniec, gimnastykę, programowanie. Jeśli zabawki, to edukacyjne, jeśli wycieczka, to koniecznie taka, by zobaczyć coś ciekawego. Nie ma w tym nic złego – jeśli zachowuje się umiar i dziecko jest gotowe na to, by uporać się z kolejnymi wyzwaniami. Jednak co, jeśli wcale nie jest, ale rodzic, uznał, że na pewno doskonale nadaje się do szkoły? W artykule udzielamy wskazówek, jak radzić sobie w dwóch sytuacjach: gdy rodzice chcą zapisać do szkoły niegotowego na naukę sześciolatka oraz gdy nie dopuszczają myśli o odroczeniu rozpoczęcia obowiązku szkolnego siedmiolatka. Sprawdź jak rozmawiać z rodzicami o braku gotowości szkolnej.
Z artykułu dowiesz się m.in.:
Przeczytaj również:
Gotowość szkolna to zespół umiejętności, które są potrzebne do tego, aby mały uczeń poradził sobie z wymaganiami nauki w szkole. Dobrze, aby był sprawny fizycznie, miał rozwiniętą odpowiednio małą i dużą motorykę. Pierwszoklasista powinien być w miarę samodzielny, zaciekawiony wysiłkiem umysłowym, liczeniem, pisaniem i czytaniem. Po to, aby jego pamięć i percepcja wzrokowo-słuchowa nadążały za tempem edukacji pierwszoklasisty. Bez odpowiednich umiejętności koncentracji uwagi będzie mu bardzo ciężko uczestniczyć w lekcjach siedząc w ławce.
Wymienione zasoby da się zmierzyć, sprawdzić. Gorzej z gotowością emocjonalną, która jest czymś mniej uchwytnym, zmiennym i zależnym od okoliczności. Niestety, ten rodzaj gotowości często zostaje pomijany przez rodziców.
Przed pierwszoklasistą stoi masa wyzwań: rozstanie z rodzicami, zmiana otoczenia, nawiązanie relacji z nową klasą. Oprócz tego pojawią nowe zasady współpracy z nauczycielami, krótszy czas na odpoczynek, zdecydowanie mniej swobodnej zabawy. Będzie obowiązywał plan lekcji, prace domowe, zadania w grupach.
Już teraz warto zastanowić się:
Na te pytanie trzeba odpowiedzieć sobie, zanim dziecko wyruszy w szkolną podróż.
Zdarza się, że rodzice widzą w swoim sześciolatku wystarczająco umiejętności, aby zaczął szkołę wcześniej. Mają poczucie, że zerówka to miejsce, gdzie dziecko nudzi się, nie korzysta z zajęć. Wydaje im się, że wiele z tego, czego uczą się rówieśnicy, ich dziecko opanowało samodzielnie, nawet nie wiadomo kiedy.
Opiekunowie mają poczucie, że lepiej poczuje się w szkole, niż w przedszkolu, z którego wraca z poczuciem odmienności i znudzenia. Wtedy rzeczywiście można się zastanowić, czy wcześniejszy start szkolny nie jest dobrym rozwiązaniem. Jednak może zdarzyć się, że ukochany sześciolatek wcale nie przypomina opisanego wyżej żądnego wiedzy małego człowieka. Rodzice widzą go bowiem takim, jakim nie jest.
Przede wszystkim trzeba unikać oceniania opiekunów. Na początek warto po prostu zapytać, skąd taka decyzja, jakie są motywacje do tego, aby dziecko rozpoczęło edukację szkolną wcześniej. Dobrze jest dowiedzieć się, w jaki sposób widzą swojego malucha, jakie cechy i umiejętności zauważyli w nim, że przyszło im do głowy wcześniejsze zapisanie do szkoły.
Być może są jakieś ukryte powody, których nauczyciel nie zna. Na przykład: rodzice chcą posłać do jednej klasy starsze i młodsze o rok dziecko, planują przeprowadzkę i chcą ograniczyć zmiany placówek. Być może sami poszli do szkoły o rok wcześniej lub mają wyobrażenie, że w jakiś sposób taka decyzja da ich dziecku korzyści, których nie będą mieli rówieśnicy.
Poznanie sposobu myślenia opiekuna daje nauczycielowi większą szansę na wzajemne zrozumienie. Łatwiej wspólnie zastanowić się nad tym, co rzeczywiście korzystne będzie dla dziecka, jeśli dorośli widzą i szanują swoje punkty widzenia. Co dalej?
Jak rozmawiać z rodzicami o braku gotowości szkolnej, gdy nauczyciel i rodzic mają odmienne zdanie na temat poziomu rozwoju malucha? Taka rozmowa nie jest łatwa. Na początek warto po prostu popytać o to, jak w oczach rodzica dziecko radzi sobie z różnymi sprawami. Pytanie dobrze jest sformułować w ciepły i absolutnie niekrytyczny sposób, np.
Jeśli nauczyciel zdobędzie perspektywę rodzica, może spokojnie spróbować opowiedzieć o swojej. Oczywiście przede wszystkim akcentując mocne strony dziecka – obszerne omawianie z rodzicami deficytów dziecka nie pomoże w dogadaniu się.
Najlepiej byłoby, gdyby rozmowa o dziecku zaowocowała wspólną perspektywą – uznaniem zdania zarówno nauczyciela, jak i rodzica, mimo że się różnią. Szczerość, empatia nauczyciela może pomóc rodzicowi w zastanowieniu się, czy nie podejmuje zbyt pochopnej decyzji. Można na koniec powiedzieć:
Za stwierdzeniem, że siedmiolatek nie osiągnął gotowości szkolnej może się kryć realne cierpienie rodziców. Pokładali wiele nadziei w rozwijaniu swojego malucha i skonfrontowali się z tym, że niestety nie jest w stanie dotrzymać kroku rówieśnikom.
Najczęściej sytuacja ta dotyczy dzieci, które zmagają się z różnorodnymi kłopotami rozwojowymi. Takimi jak całościowe zaburzenia rozwoju czy niepełnosprawność intelektualna. Ich leczenie wymaga ogromnego nakładu pracy ze strony rodziców i specjalistów. Rodzic może mieć poczucie, że odroczenie obowiązku szkolnego to jednoznaczny wyraz jakiejś jego porażki, co sprawi, że doświadczy krytyki otoczenia – sąsiadów, rodziny etc.
Taka świadomość jest niezwykle bolesna i przychodzi często wtedy, gdy dziecko podrośnie.
Przełom edukacyjny pomiędzy przedszkolem a szkołą może być dla rodziców dzieci z deficytami rozwojowymi okresem nasilonego lęku o przyszłość i dalsze losy ich syna czy córki.
Przede wszystkim warto dać mu przestrzeń na to, by opowiedział, w jaki sposób myśli o pójściu dziecka do szkoły. Jakie ma obawy, czego jest pewien. Jak wyobraża sobie pierwsze miesiące swojego dziecka w nowym środowisku? Co sprawia, że ma poczucie, że da sobie tam radę? Dobrze jest, aby nauczyciel spróbował zbudować rodzicowi dobre warunki w rozmowie. By poczuł się naprawdę słuchany i ważny i miał odwagę się podzielić tym, co czuje i myśli.
Pod decyzją o pójściu do szkoły wraz z rówieśnikami może kryć się lęk przed oceną innych. Może to być zmęczenie, chęć „pchnięcia” dziecka do przodu. Może nadzieja na to, że w nowym środowisku pokaże inne zasoby, umiejętności?
Trzeba wziąć pod uwagę to, że rodzic może mieć alternatywny pomysł na edukację dziecka. Może np. planuje, że dziecko rozpocznie edukację w szkole/klasie integracyjnej, skierowanej dla dzieci o podobnych kłopotach rozwojowych. Może mieć nadzieję na to, że w specjalnych warunkach, stworzonych dla potrzebujących siedmiolatków, jego dziecko będzie mogło uczyć się w taki sposób, jaki potrzebuje. Uważa, że jest to lepsza alternatywa niż odroczenie obowiązku szkolnego. O tym warto porozmawiać, oczywiście na każdym kroku dbając o to, aby obciążony kłopotami dorosły nie poczuł się atakowany czy krytykowany.
Właściwie dalsza część takiej rozmowy może być podobna do tej, którą zaproponowałam w części o rodzicach sześciolatków. Dobrze jest porozmawiać z opiekunem o tym, jak widzi rozwój jego dziecka. Jakie są według niego mocne i słabe strony malca? Co go uspokaja, a co niepokoi? Warto spróbować delikatnie przedstawić własną perspektywę.
W przypadku dzieci z rozpoznaniem trudności rozwojowych warto skierować rodzica do poradni. Tam uzyska diagnozę, ocenę gotowości szkolnej i opinię o warunkach, jakie powinno się zapewnić dziecku, aby mogło efektywnie się uczyć i rozwijać.
Natomiast niezależnie od tego, w jaki sposób reaguje rodzic, trzeba pamiętać, że jest on partnerem nauczyciela, nie wrogiem. Nawet, jeśli jest przestraszony i wydaje się postępować wedle zasady, że najlepszą obroną jest atak.